KNF chce, aby banki nie przekraczały 100% wskaźnika LTV przy kredytach hipotecznych

Warszawa, 19.09.2008 (ISB) - Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w nowej rekomendacji, której wprowadzenie planowane jest wstępnie jeszcze przed końcem roku, chce m.in. obniżyć wskaźnik LTV przy udzielanych kredytach mieszkaniowych do poziomu poniżej 100%, poinformował w piątek przewodniczący KNF Stanisław Kluza.

Według niego, jednym z 7 istotnych dla KNF obszarów jest m.in. kwestia LTV (z ang. loan to value). Jest to wskaźnik określający wysokość kredytu w stosunku do wartości zabezpieczenia.

“Nie chcielibyśmy, aby to było tak jak było dotychczas, kiedy banki przekraczały 100% lub osiągały 100%. Wydaje nam się, że ten poziom powinien być zdecydowanie niżej” - powiedział Kluza w wywiadzie dla Radia PIN. Nie określił jednak, jaki poziom wskaźnika LTV, zdaniem nadzoru byłby odpowiedni.

Kluza podkreślił, że ze względu na dynamiczny wzrost akcji kredytowej po stronie kredytów hipotecznych, temat ten od dawna wymagał interwencji nadzoru.

“Nam chodzi o kwestie zestandaryzowania reguł gry, a w szczególności określanie zdolności kredytowej. Chodzi o to, by klient, który decyduje się na kredyt nie miał pozostawionych na życie środków, które są mniejsze niż minimum socjalne. Zdarzają się pojedyncze sytuacje, które powinny być poddane interwencji” - powiedział Kluza.

Przewodniczący KNF powiedział, że zanim nowa regulacja zostanie wprowadzona do polskiego systemu bankowego, nadzór przeprowadzi konsultacje ze środowiskiem bankowym, które “zakończą się dużo wcześniej, niż do końca roku”.

“Na wczorajszym posiedzeniu Komisji Nadzoru Finansowego dostaliśmy zielone światło do wprowadzenia tego typu mechanizmów. Spodziewam się, że rekomendacja wejdzie w życie być może jeszcze pod koniec tego roku. Chcielibyśmy także, aby istniał okres karencji, który dawałby środowisku czas na przygotowanie się do tego” - powiedział Kluza.

Nadzór zamierza także przyjrzeć się kwestii spreadu, stosowanego przy kredytach denominowanych w walutach obcych, oraz marż, stosowanych w umowach z bankami. Celem jest ochrona nieprofesjonalnych uczestników rynku finansowego

“Wykonywaliśmy analizy i badania i one potwierdzają dwa przypadki banków, które stosują tzw. dwie tabele kursowe - jedną dla tych, co spłacają kredyt, inną dla tych, którzy chcą kantorowo wymienić waluty. To jest temat związany głównie z ochroną nieprofesjonalnych uczestników rynku i ma w większym stopniu charakter nie systemowy, więc tu Komisja będzie raczej szła w kierunku zaleceń” - zapewnił przewodniczący KNF.

“Elementem, który z pewnością powinniśmy też podjąć przy zaleceniach, jest kwestia związana z marżami. Jeżeli tabela marż nie jest zdefiniowana, to bank de facto ma możliwość dużych ruchów i w sumie bez przyzwolenia i informowania klienta stosuje je. Chcemy, aby umowy z bankiem nie osłabiały pozycji klienta - odbiorcy usług finansowych”- powiedział Kluza.

Przewodniczący KNF podkreślił, że nadzór wykonuje na bieżąco skrupulatne analizy dotyczące płynności i wypłacalności w polskim sektorze finansowym. “Nie dotyczy to tylko banków, ale patrzymy też na ubezpieczycieli, firmy zarządzające aktywami. Możemy powiedzieć, że dzisiaj sytuacja jest dobra, stabilna i bezpieczna” - powiedział.

Dodał, że dziś w Polsce nadzór nie dostrzega, aby kłopoty spółek-matek miały negatywny wpływ na podmioty działające na polskim rynku. Gdyby coś takiego miało miejsce, nadzór jest przygotowany, aby reagować. Ryzyko takich zdarzeń Kluza ocenił jako niskie, statystycznie nieistotne. (ISB)

podziękowania dla bankier.pl

Banki zaostrzą kryteria przyznawania kredytów

Amerykański kryzys zaczął się od tego, że banki zbyt liberalnie zaczęły udzielać kredytów klientom indywidualnym. Otrzymywały je nawet osoby nieposiadające stałych dochodów. Polska Komisja Nadzoru Finansowego obawia się, że do podobnego problemu może dojść i u nas, bo od kilku miesięcy nasze instytucje finansowe również bardzo rozluźniają procedury przyznawania kredytów. KNF zamierza zaostrzyć procedury udzielania kredytów.

Najprawdopodobniej komisja wkrótce podejmie działania zmierzające do ograniczenia rozrzutności kredytowej banków. - W ciągu kilku, kilkunastu tygodni może pojawić się rekomendacja określająca minimum, jakie musi pozostać klientowi na życie po zapłaceniu rat oraz maksymalny udział rat w dochodach - mówi Michał Macierzyński, analityk Bankier.pl. Nie wyklucza, że znikną również kredyty na oświadczenie. Po wprowadzeniu tych ograniczeń wiele osób, szczególnie o niższych dochodach, może nie otrzymać finansowania, ale zniknie też ryzyko, że skończymy jak Stany Zjednoczone.

Liberalna polityka polskich banków natychmiast znalazła odzwierciedlenie we wzroście akcji kredytowej. Polacy zaczęli zadłużać się na potęgę. Tylko przez pierwsze siedem miesięcy tego roku zaciągnęliśmy kredyty konsumpcyjne na 12 mld zł - ich kwota ogółem wzrosła do 85 mld zł. Na kartach kredytowych 3 mld zł - wzrost do 10,7 mld zł - a mieszkaniowych na 14 mld zł - do 136,4 mld zł. - Nowym zjawiskiem są kredyty na oświadczenie o dochodach bez konieczności przedstawiania zaświadczenia z pracy - mówi Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance. - Banki, np. PKO BP, Polbank EFG, Millennium, Santander, MultiBank, BZ WBK, Lukas Bank czy GE Money, dają je nie tylko własnym klientom, ale i osobom z ulicy - dodaje.

I takie właśnie rozluźnienie zaniepokoiło nadzór finansowy, który zbadał procedury przyznawania kredytów hipotecznych i konsumpcyjnych (przede wszystkim gotówkowych) w 37 bankach komercyjnych i jednym oddziale banku zagranicznego, czyli wszystkich instytucjach wyspecjalizowanych w obsłudze klientów indywidualnych. Sprawdzano, jak banki liczą zdolność kredytową i jak podchodzą do kwestii zabezpieczeń. Wyniki nie są najlepsze.

- Okazało się np., że wiele instytucji jest skłonnych sfinansować klienta, nawet jeśli po odliczeniu obciążeń kredytowych pozostaje mu na życie kwota na poziomie minimum socjalnego lub niższa - mówi Andrzej Stopczyński, dyr. zarządzający pionem nadzoru bankowego KNF. To minimum wynosi obecnie w Polsce dla osoby samotnej 470 zł, a dla rodziny 2 plus 2 - 1530 zł.

Mało tego, wiele instytucji sfinansuje klienta, gdy suma rat kredytów ogółem przekracza połowę jego dochodów, a nawet gdy dojdzie do 70 proc. tych dochodów. Tymczasem za bezpieczny pułap uznaje się sytuację, gdy obciążenia kredytowe nie przekroczą 30 proc., 50 proc. to już balansowanie na granicy. - Jeśli 70 proc. zarobków klient przeznacza na spłatę zadłużenia, to w przypadku wzrostu stóp o 2-4 proc. na życie nie pozostanie mu już nic - tłumaczy Andrzej Stopczyński. - Wiadomo, że w tej sytuacji po pierwsze przestanie spłacać zadłużenie - dodaje.

Ekspertom z KNF nie podoba się również, że banki znacząco wydłużyły okres finansowania, z 25 lat jeszcze dwa lata temu do nawet 50 obecnie. To powoduje, że wiele tego typu kredytów przejdzie na spadkobierców, którzy mają prawo do odmowy przyjęcia zadłużonego spadku. Kolejny problem to kwota pożyczki. Banki udzielają kredytów złotowych nie tylko na 100 proc. wartości mieszkania, ale nawet do 130 proc. (tzw. wskaźnik LTV).

- Klient, który nie włożył swoich oszczędności w mieszkanie, z natury będzie bardziej swobodnie podchodził do spłaty. Kolejne niebezpieczeństwo to spadek cen rynkowych. W takim przypadku wartość kredytu może przekroczyć wartość zabezpieczenia. W razie kryzysu na rynku hipotecznym odzyskanie pieniędzy będzie niemożliwe - mówi Andrzej Stopczyński.

podziękowania dla bankier.pl